Recenzja


7 września 2016
I oto mamy kolejną powieść z  niezastąpionym Emilem Żądło, dziennikarzem śledczym w roli detektywa współpracującego z gdańską policją. Emil to bardzo sympatyczny, jeszcze młody człowiek,  były policjant,  obecnie dziennikarz śledczy. Pracuje w redakcji tygodnika Rozgwiazda, a ponieważ niedawno rozstał się ze swoją partnerką Magdą, tam również tymczasowo mieszka.
2 lipca 2016
Autor recenzji: Wojna Muszę przyznać, że autor znany mi z cyklu o Czarokrążcy, zaskoczył mnie tematyką swej najnowszej powieści. Książka, podobnie jak jej bohaterowie, wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Reklamowana jako kryminał, zawiera jednak wiele elementów charakterystycznych dla powieści sensacyjnych, do tego z wątkiem historycznym w tle. Dużo dzieje się już od początku. Główny bohater zostaje […]
16 lutego 2016
Historia pisana przez Nefasa, na początku sławi imię księcia Bolesława opisując jego chwalebne czyny, odwagę i szlachetność, aby w dalszym ciągu już niejako pisanym dla czytelnika, wyjaśnić jak to było naprawdę. I prawda ta jest czasem zupełnie inna niż ta pisana w kronikach.

Niedziela 11 lipca zapamiętana zostanie jako Krwawa Niedziela

O 2.30 w nocy UPA atakuje wioskę Gurów. Mała samoobrona, którą tworzył nauczyciel Jerzy Krasowski z sąsiednich Iwanicz, nie ma szans. Ginie około 200 osób.
Pół godziny później ci sami sprawcy przechodzą do Wygranki. Ginie kolejne 150 osób. Później atakują Chrynów, Krymno, Kisielin, Poryck, Zabłoćce. Łącznie, tego dnia – 99 miejscowości. 12 lipca, kolejnych pięćdziesiąt. Łącznie w tych dniach ginie ponad 10 tysięcy ludzi.

(…)
11 lipca 1943 roku polscy mieszkańcy Kisielina, powiat Horochów, województwo wołyńskie, idą na niedzielną sumę. W trakcie mszy pokamedulski kościół otacza uzbrojony oddział UPA.
Polacy ryglują się od wewnątrz.
– Część ludzi mówiła: „oni tylko kogoś szukają, otwórzcie im, to nic nam nie zrobią” – opowiada ocalała z masakry w Kisielinie Aniela Dębska. – Ale ja nie miałam wątpliwości, że przyszli nas zabić. Podobnie mój przyszły mąż, który zarządził, że uciekamy na plebanię i spróbujemy się bronić. Okazało się, że miał rację. Wszyscy, którzy nie poszli z nami, zostali rozstrzelani.
Obrona połączonej z kościołem plebanii trwa kilkanaście godzin. Polaków jest osiemdziesięciu kilku; nie mają żadnej broni, rzucają w napastników cegłami, kawałkami rozbieranego naprędce pieca, nawet maszyną do pisania. Granaty odrzucają. Kilka osób ginie od strzałów lub odłamków granatu. Włodzimierz Sławosz Dębski, który kieruje obroną, jest ciężko raniony w nogę. – Miał rozerwaną tętnicę, krew z niego leciała jak z kranu – mówi pani Aniela, wtedy jeszcze koleżanka, później żona Dębskiego. – Założyłam opaskę i na przemian zaciskałam i luzowałam. To cud, że przeżył.
Gdy banderowcy próbują podpalić plebanię, obrońcom pomaga deszcz. Ten sam deszcz, który błogosławią kilkadziesiąt kilometrów dalej Polacy z Przebraża, idący zaatakować Trościaniec.
Sprawiedliwi zdrajcy - Fragment